NIEKTÓRZY
LUBIÀ POEZJE
Agata Skowron-Nalborczyk
Niektórzy lubià
poezje
Niektórzy ?
czyli nie wszyscy.
Nawet nie wiekszosc
wszystkich ale
mniejszosc.
Nie liczàc szkól,
gdzie sie musi,
i samych poetów,
bedzie tych osób
chyba dwie na tysiàc.
Wislawa Szymborska
Trudno chyba o bardziej
trafnà diagnoze zainteresowania, a moze raczej braku zainteresowania
poezjà obecnie.Wislawa Szymborska w tym wierszu nad wyraz
precyzyjnie okresla sytuacje poezji.wierszy nie jest dla nich,
ze to smieszne, niepowazne zajecie, ze poezji nie rozumiejà.
Nie lubià jej.
Lubià ?
ale lubi sie takze rosól
z makaronem,
lubi sie komplementy i
kolor niebieski,
lubi sie stary szalik,
lubi sie stawiaç na swoim,
lubi sie glaskaç
psa.
A przeciez poezja jest dla
ludzi. Tak samo jak dla nich sà komplementy, niebieski
kolor i rosól. Istnieje jak one, jest czescià tego
samego zycia, które toczy sie wokól nas. Cóz
zatem jà wyróznia?
Poezje ?
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedz
na to pytanie juz padla.
A ja nie wiem i nie wiem
i trzymam sie tego
jak zbawiennej poreczy.
Niemozliwa jest zatem dokladna
definicja poezji, choç przeczuwamy, ze cos nià
jest, cos nie jest. A twórczosç Wislawy Szymborskiej
pokazuje dobitnie, jakie mogly byç z tà definicjà
klopoty. Przyzwyczajeni jestesmy najczesciej do poezji typu romantycznego,
takà zapamietujemy ze szkoly i pod jej wplywem pozostajemy.
Zas Szymborska jest poetkà, mozna powiedzieç, aromantycznà.
W jej wierszach napotykamy codzienne wyrazy, zwyczajne przedmioty
i zdarzenia, które wedlug potocznego myslenia o poezji
wcale do jej swiata nie nalezà.
Wezmy ten rosól z makaronem,
stary szalik, czy siedzenie pod drzewem na brzegu rzeki w sloneczny
poranek (ìMoze byc bez tytuluî) albo napis ìNie
deptaç trawyî (ìWielkie to szczescieî).
W wierszach Szymborskiej te wlasnie zwykle sprawy i te przedmioty
tak czesto oglàdane, ze juz prawie niezauwazalne, nagle
stajà sie wazne, nabierajà uniwersalnego charakteru.
Przeciez to z nich tak naprawde sklada sie nasze zycie, one je
tworzà
? nie wielkie wydarzenia polityki
czy historii. Co wiecej - te wielkie wydarzenia swój poczàtek
biorà wlasnie z takich niewaznych na pozór, blahych
spraw:
ìMoze byç bez
tytuluî:
Doszlo do tego,
ze siedze pod drzewem,
na brzegu rzeki,
w sloneczny poranek.
Jest to zdarzenie blahe
i do historii nie wejdzie.
To nie bitwy i pakty,
których motywy sie
bada,
ani godne pami´ci
zabójstwa tyranów.
A jednak siedze nad
rzekà, to fakt.
skoro tutaj jestem,
musialam skàsc przyjsc,
a przedtem
w wielu jeszcze miejscach
sie podziewaç,
calkiem tak samo jak zdobywcy
krain,
nim wstàpili na
poklad.
Tak sie tez sklada, ze
te wazne wydarzenia, historia, przynoszà pojedyÉczym
ludziom zazwyczaj jedynie cierpienia, ból i nieszczescia:
To, co naprawde plynie, to krew szybko schnàca (ìRzeczywistosc
wymagaî).
Wiersz ìKoniec i poczàtekî
tez po czesci o tym mówi:
Po kazdej wojnie
ktos musi posprzàtaç.
Jaki taki porzàdek
sam sie przeciez nie zrobi.
Ktos musi zepchnàç
gruzy na pobocza dróg
zeby mogly przejechaç
wozy pelne trupów.
Ktos musi grzznàç
w szlamie i popiele,
sprezynach kanap
drzazgach szkla
i krwawych szmatach.
W tych przelomach historii
najwazniejszy jest przeciez tak naprawd´ tylko ten pojedynczy
cz*owiek, to, co sie z nim dzieje w trakcie wielkich wydarzen
i po nich. Na przyklad mrówcza praca nad przywracaniem
wszystkiego do stanu normalnosci ? praca, która juz nikogo
nie zainteresuje, jak w tym samym wierszu dalej czytamy: Ktos
musi przywlec belke do podparcia sciany, ktos oszkliç
okno i osadziç na zawiasach. Fotogeniczne to nie jest
i wymaga lat. Wszystkie kamery wyjechaly juz na innà wojne.
A to przeciez my! Kazdy z nas jest takim pojedynczym losem i
przez swoje zwyczajne zycie postrzega swiat! Wlasnie pochylenie
poetki nad pojedynczym czlowiekiem pozwala zrozumieç tragedi´
i nieszczescia wojny ? nie przemawia do nas wszak sto tysiecy
ofiar, porusza nas dopiero cierpienie jednego czlowieka. Na tym
zajeciu sie pojedynczym losem, dostrzeganiu wagi i cudu istnienia
sowy, mrówki, myszolowa i samego czlowieka polega miedzy
innymi màdrosc poezji Szymborskiej. Màdrosc tez
jakby zwyczajna, nie narzucajàca sie. Poetka nie cytuje
zadnych autorytetów, màdrosci obiegowych, dla zrozumienia
jej wierszy nie trzeba przeczytaç najpierw dziesiàtków
opaslych
ksiàg. Nie poucza nikogo.
Jak powiedzial Paul Valéry: w poezji wielkie idee i wielkie
problemy powinny istnieç tak, jak witaminy w jablkach.
Jablka jemy dla przyjemnosci, dla ich smaku, a witaminy nasz
organizm dostaje przy okazji. I tak jest w poezji Szymborskiej
? na pozór zwyczajne, potoczne zestawienia slów
niosà màdre, skupione nad zyciem przeslanie. Ta
màdrosc nie jest eksponowana, wystawiana na pierwszy plan?
jest normalna... Ludzka.
W trawie, która
porosla
przyczyny i skutki,
musi ktos sobie lezeç
z klosem w zebach
i gapiç sie na chmury.
Takie codzienne zycie,
zwyczajne, niezauwazalne jest bowiem bardzo silne i po cichu,
powoli zagarnia dla siebie miejsca dawnej historii:
Jest stacja benzynowa
na malym placu w Jerycho,
sà swiezo malowane
pod Bialà Górà
laweczki.
Kursujà listy
z Pearl Harbour do Hastings
(...)
a do rozkwitlych sadów
w poblizu Verdun
nadciàga tylko front
atmosferyczny.
(ìRzeczywistosc wymagaî)
W trakcie mówienia
o tych wszystkich, powaznych w koncu, sprawach Szymborska obywa
sie bez wielkich slow, zachowuje, jak widaç, pewnà
doze humoru i dystans. Ten humor jest subtelny, nie narzucajàcy
sie, ironiczny, wynika czesto z umiejetnej zabawy slowem. Spokojny
i stoicki w postawie wobec swiata. Poetka zachowuje dystans nawet
w stosunku do samej siebie:
ìNagrobekî
Tu lezy staroswiecka
jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny
odpoczynek
raczyla daç jej
ziemia, pomimo ze trup
nie nalezal do zadnej
z literackich grup.
Ale tez nic lepszego nie
ma na mogile
oprócz tej rymowanki,
lopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki
mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej
podumaj przez chwile.
Takze wtedy, kiedy mówi
ona o milosci czy smierci, udaje jej sie uniknàç
patosu, uzywa zwyklych slów i obrazów.
Smierç czlowieka opisuje
tak, jakby widziaa jà jego kot, nie ma placzu czy lamentu.
Jest ìKot w pustym
mieszkaniuî i
Slychaç kroki na
schodach
ale to nie te.
Reka, co kladzie rybe na
talerzyk,
takze nie ta.
(...) Cos sie tu nie
odbywa
jak powinno.
Ktos tu byl i byl,
a potem nagle zniknàl
i uporczywie go nie ma.
Jezyk Szymborskiej jest
klarowny i oszczedny, nie ma w tych wierszach zbednych slów,
mówienia dla mówienia. Jak sama powiedziala w pewnym
wywiadzie: Co chwila ktos wsiada do samolotu, wypowiada sie,
wysiada i znów sie wypowiada. Kiedys, jak ktos mial cos
waznego do powiedzenia, siadal (...) i zastanawial sie, jak to
ma byç powiedziane. (...) Wszystko bylo przemyslane, slowa
wywazone.
Pewnie dlatego przez czterdziesci
lat od debiutu opublikowala tylko 200 wierszy. Za to jakich!
Za to jakich...
Nawet ci, którzy nie
lubià poezji w ogóle i z zasady, moim zdaniem wlasnie
poezje Wislawy Szymborskiej mogl zrozumieç i polubiç.
Nie muszà baç sie smiesznosci, ona sama sie jej
nie boi: Wole smiesznosç pisania wierszy od smiesznosci
ich niepisania (ìMozliwosciî). Choç jej poezja
nie zbawia swiata, to pomaga go zrozumieç i w tym znalesc
pocieszenie. Jest màdra, doskonala literacko, przejrzysta,
choç nielatwa. Nie ulega modom ani koniunkturom. Jest
bezposrednia, szczera i mówi wlasnym jezykiem. O nas i
do nas.
|
|